KSRG OSP Przygłów

strażacka pasja strażackie życie

Przygłów we wrześniu 1939 roku. Gdy wojna dotarła do naszej miejscowości

1 września 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa. Dla mieszkańców Przygłowa był to początek wydarzeń, które w ciągu zaledwie kilku dni całkowicie zmieniły spokojny dotąd rytm miejscowości. Przygłów znalazł się bowiem w bezpośrednim rejonie działań polskich wojsk walczących z niemiecką agresją.

Ostatnie dni pokoju

Przygłów nie był przed wojną miejscowością pozbawioną wojskowych tradycji. W okolicznych lasach funkcjonował Obóz Ćwiczebny Przygłów, należący do 7. Dywizji Piechoty. Jego głównym użytkownikiem był stacjonujący w Piotrkowie Trybunalskim 25. Pułk Piechoty.

Latem 1939 roku na poligonie nadal odbywały się ćwiczenia. Wśród szkolących się żołnierzy znajdował się m.in. Janusz Różewicz, który później opisał atmosferę ostatnich tygodni przed wybuchem wojny. Ćwiczenia miały już wyraźnie wojenny charakter, a żołnierze przygotowywali się do możliwego skierowania na front.

Nikt nie wiedział jeszcze, jak szybko te przygotowania przestaną być tylko ćwiczeniami.

1 września – wojna dociera do Przygłowa

W momencie rozpoczęcia niemieckiej agresji Obóz Ćwiczebny Przygłów nadal funkcjonował. Rozkaz mobilizacyjny zastał część żołnierzy 25. Pułku Piechoty właśnie podczas ćwiczeń.

Jednocześnie Przygłów został wykorzystany jako miejsce koncentracji zmobilizowanych żołnierzy. 1 września 1939 roku na teren tutejszego poligonu przeniesiono z Piotrkowa Trybunalskiego Kadrę Zapasową Piechoty 74. Pułku Piechoty pod dowództwem majora Stanisława Soleckiego.

Wspomnienia żołnierzy pozwalają odtworzyć atmosferę tamtych dni. Jeden z nich, podporucznik rezerwy Piotr Morycz, wspominał, że w Przygłowie znalazło się około 146 oficerów rezerwy oraz kilku oficerów służby stałej.

Tym samym miejsce, które jeszcze niedawno służyło przede wszystkim szkoleniu wojska, stało się jednym z punktów koncentracji polskich żołnierzy przygotowujących się do walki.

Zdjęcia: Archiwum Kamil Langier | Archiwum Bartłomiej Kolasiński

Batalion z Przygłowa rusza pod Rozprzę

Już 2 września w Przygłowie sformowano improwizowany batalion marszowy 74. Pułku Piechoty. Jego dowódcą został kapitan Eustachiusz Marszałek.

Oddział nie pozostał jednak długo w Przygłowie. Żołnierze otrzymali rozkaz wymarszu w kierunku Rozprzy. Tam w kolejnych dniach doszło do ciężkich walk z niemieckimi oddziałami pancernymi.

Batalion poniósł znaczne straty, a jego resztki zostały później włączone do innych polskich oddziałów.

Dla Przygłowa oznaczało to, że wojna bardzo szybko przestała być wydarzeniem obserwowanym z daleka. Z miejscowego poligonu żołnierze wyruszali bezpośrednio na front.

4 września – wojsko opuszcza Przygłów

Kolejne dni przynosiły coraz większe zagrożenie.

4 września 1939 roku pozostali na terenie poligonu żołnierze rozpoczęli odwrót na wschód, kierując się przez Ujazd i Spałę. Według relacji żołnierzy opuszczane zabudowania poligonu były podpalane.

Przygłów opustoszał z wojska, które jeszcze kilka dni wcześniej wypełniało miejscowy obóz ćwiczebny.

Nie oznaczało to jednak końca działań wojennych w okolicy.

Zdjęcie: Zbiory Dawid Krupop

Ok. 1936-1938 r. Wręczenie odznak pamiątkowych Dywizyjnego Kursu Podchorążych Rezerwy przy 7 dywizji piechoty. Obóz Ćwiczeń Przygłów. W centrum widoczny dowódca 7 dywizji piechoty gen.bryg. Janusz Tadeusz Gąsiorowski, po jego prawej stronie stoi legenda polskiego oręża – dowódca piechoty dywizyjnej 7 d.p. płk. Stanisław Maczek, późniejszy dowódca 10 brygady kawalerii zmotoryzowanej i 1 polskiej dywizji pancernej. Za generałem w głębi widoczny ostatni dowódca 25 pułku piechoty z Piotrkowa Trybunalskiego – płk. dypl. Adam Świtalski. Na pierwszym planie bokiem stoi prawdopodobnie mjr.dypl. Hipolit Słabicki – szef sztabu 7 dywizji piechoty. W tle widoczni urzędnicy cywilni obecni na uroczystości (prawdopodobnie władze miasta Piotrkowa Trybunalskiego) – opracował Dawid Krupop.

Przygłów na drodze odwrotu polskich wojsk

W kolejnych dniach okolice Przygłowa znalazły się na trasach przemieszczania kolejnych polskich jednostek.

Miejscowość położona nad Luciążą, pomiędzy Piotrkowem a Sulejowem, miała znaczenie komunikacyjne. Przez okolice Przygłowa przemieszczały się oddziały próbujące przegrupować się i wycofać przed nacierającymi wojskami niemieckimi.

5 września sytuacja w rejonie Piotrkowa i Rozprzy była już bardzo trudna. Niemiecka 1. Dywizja Pancerna nacierała na polskie pozycje, a polskie dowództwo próbowało organizować działania mające powstrzymać niemieckie natarcie.

W tym czasie Przygłów znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie obszaru walk.

Przez Luciążę w stronę Przygłowa

Szczególnie interesujący jest zapis dotyczący działań polskich jednostek w nocy z 5 na 6 września.

Po zmianie rozkazów część polskich oddziałów 29. Dywizji Piechoty miała rozpocząć działania w kierunku Piotrkowa. 76. Pułk Piechoty, maszerując z rejonu Sulejowa, przekroczył Luciążę w okolicy Przygłowa.

Po przejściu przez rzekę pułk rozdzielił się na poszczególne zgrupowania. Część żołnierzy ruszyła przez Kłudzice i Milejowiec, natomiast pozostałe bataliony przemieszczały się przez Kolonię Witów w kierunku Zalesic.

Przygłów stał się więc jednym z punktów na mapie działań polskich oddziałów walczących o utrzymanie pozycji w rejonie Piotrkowa.

Wojna wkraczała także w życie mieszkańców

Wojna nie była jednak wyłącznie przemieszczaniem się wojsk i walkami na froncie.

Dla mieszkańców Przygłowa oznaczała przede wszystkim gwałtowne przerwanie dotychczasowego życia. Młodzi mężczyźni byli mobilizowani, wojsko pojawiło się w miejscowości, a drogi zapełniły się żołnierzami i sprzętem.

Jednym z mieszkańców Przygłowa, którego wojna zastała tutaj we wrześniu 1939 roku, był Antoni Rajkiewicz. Jego późniejsza relacja pokazuje los młodego człowieka, którego życie zostało całkowicie podporządkowane wojennej rzeczywistości. Po rozpoczęciu okupacji pracował m.in. w Piotrkowie i w leśnictwie, później przebywał w Warszawie, gdzie kontynuował naukę na tajnych kompletach, a następnie powrócił do Przygłowa.

Początek okupacji

Pierwsze dni września 1939 roku były dopiero początkiem kolejnego, znacznie dłuższego rozdziału historii Przygłowa.

Po przejściu frontu miejscowość znalazła się pod niemiecką okupacją. Zmieniło się funkcjonowanie lokalnych instytucji, życie mieszkańców i działalność Ochotniczej Straży Pożarnej. Niemieckie władze okupacyjne przejęły część wyposażenia straży, a później wprowadziły również ograniczenia dotyczące liczby jej członków.

Wojna, która 1 września rozpoczęła się od niemieckiego ataku na Polskę, w ciągu kilku dni dotarła również do Przygłowa – miejscowości, która zaledwie kilka tygodni wcześniej żyła jeszcze rytmem letniego obozu wojskowego.

Archiwum: Kamil Langier | Bartłomiej Kolasiński

Przygłów – świadek pierwszych dni wojny

Wrzesień 1939 roku pozostawił w historii Przygłowa ważny ślad.

Miejscowy poligon stał się miejscem koncentracji zmobilizowanych żołnierzy. Z Przygłowa wyruszył batalion skierowany do walk pod Rozprzą. Przez okolice miejscowości przemieszczały się kolejne polskie oddziały, a w pobliżu toczyły się walki związane z obroną Piotrkowa i odwrotem polskich wojsk.

Dla mieszkańców był to koniec świata, który znali.

Przygłów, który jeszcze latem 1939 roku był miejscem ćwiczeń, wypoczynku i spotkań nad Luciążą, we wrześniu stał się jednym z punktów na wojennej mapie Polski.

To właśnie od tych pierwszych dni rozpoczęła się kilkuletnia historia Przygłowa pod niemiecką okupacją – historia, w której znalazły się represje, przymusowa praca, konspiracja, a także dramat miejscowej społeczności żydowskiej.

Przygłów przed wojną. Gdzie życie towarzyskie spotykało się z wojskiem

Przygłów w latach 30. XX wieku był nie tylko miejscowością letniskową, ale również miejscem silnie związanym z wojskiem. W okolicznych lasach funkcjonował Obóz Ćwiczebny Przygłów, wykorzystywany m.in. przez żołnierzy 25. Pułku Piechoty z Piotrkowa Trybunalskiego.

Ślady tej wojskowej obecności odnajdujemy również w opowieściach o codziennym życiu mieszkańców i przyjezdnych.

Jedną z takich historii opisuje artykuł „Drohobyckie konotacje historyków”, opublikowany w serwisie „Nasza Historia”. Dotyczy ona Mariana Wołoszańskiego – ojca znanego historyka i popularyzatora historii Bogusława Wołoszańskiego. Marian Wołoszański był nauczycielem wychowania fizycznego w piotrkowskim Liceum im. Bolesława Chrobrego oraz oficerem rezerwy 25. Pułku Piechoty.

W połowie lat 30. podczas ćwiczeń pułku przebywał w Przygłowie. Pewnego wieczoru uczestniczył w balu w restauracji „Sielanka”, określanej przez autora jako modna restauracja w letniskowym Przygłowie.

W czasie gdy tańczył ze swoją przyszłą żoną, zabawę przerwał żołnierz pełniący służbę posłańca. Poinformował oficera o ogłoszeniu alarmu. Marian Wołoszański natychmiast opuścił salę i udał się do swoich obowiązków.

Ta krótka historia pokazuje, jak blisko siebie znajdowały się wówczas dwa światy – spokojne, letniskowe życie Przygłowa oraz wojskowa rzeczywistość pobliskiego obozu ćwiczebnego. Dla mieszkańców i wypoczywających tutaj osób żołnierze byli częścią codziennego krajobrazu miejscowości.

Kilka lat później ta wojskowa obecność nabrała zupełnie innego znaczenia.

W sierpniu 1939 roku Marian Wołoszański otrzymał kartę mobilizacyjną. W obliczu zbliżającej się wojny zdecydował się na ślub ze swoją wybranką. Niedługo później rozpoczęła się wojna.

Jego historia pokazuje, jak cienka była granica pomiędzy ostatnimi miesiącami normalnego życia, a wojenną rzeczywistością. Jeszcze niedawno w Przygłowie odbywały się bale i spotkania towarzyskie. Jednocześnie w pobliskim obozie ćwiczyli żołnierze, którzy wkrótce mieli wyruszyć na front.

We wrześniu 1939 roku ćwiczenia zakończyły się, a rozpoczęła się prawdziwa wojna.

Archiwum: Bartłomiej Kolasiński

Oficerskie buty zdradziły go Niemcom

Historia Mariana Wołoszańskiego, oficera rezerwy 25. Pułku Piechoty, związana jest również z dramatycznymi wydarzeniami pierwszych tygodni wojny. Jeszcze przed wybuchem wojny bywał w Przygłowie, gdzie podczas ćwiczeń swojego pułku uczestniczył w balu w restauracji „Sielanka”. Kilka tygodni później, już po mobilizacji, jego życie wyglądało zupełnie inaczej.

Jego pułk walczył pod Częstochową. Dowodzony przez Wołoszańskiego pluton przeciwpancerny zniszczył trzy niemieckie czołgi, tracąc jednocześnie obsadę jednego działa. Wkrótce jednak sytuacja polskich oddziałów stała się bardzo trudna. Pułk został rozwiązany, a oficerowie otrzymali rozkaz przedzierania się w kierunku Piotrkowa.

Wołoszański ruszył w drogę wraz ze swoim przyjacielem. Wiedzieli, że mundur może oznaczać dla nich śmierć. Po drodze oddali więc mundury i przebrali się za chłopów. Wołoszański zdjął oficerskie buty i szedł dalej boso. Jego towarzysz zachował jednak swoje obuwie, wcześniej obcinając cholewy oficerek, aby przypominały zwykłe buty.

Wkrótce natknęli się na niemiecki patrol.

To właśnie oficerskie buty zdradziły jego towarzysza. Niemcy rozpoznali, że nie mają przed sobą zwykłego cywila. Wołoszański został puszczony wolno, natomiast jego przyjaciel został zastrzelony na miejscu.

Sam Wołoszański dotarł później do Piotrkowa, gdzie został aresztowany przez Gestapo. Trafił do miejscowego więzienia. Według rodzinnej relacji przytoczonej przez Bogusława Wołoszańskiego został w październiku 1939 roku zwolniony, a następnie ostrzeżony, aby jak najszybciej opuścił Piotrków.

Historia ta pokazuje, jak dramatycznie zmieniła się sytuacja w ciągu zaledwie kilku tygodni. W Przygłowie jeszcze latem 1939 roku żołnierze 25. Pułku Piechoty uczestniczyli w ćwiczeniach, a wieczorami spotykali się w miejscowych lokalach. Po wybuchu wojny ci sami ludzie walczyli na froncie, a później próbowali przedostać się do swoich rodzinnych stron, ukrywając swoją wojskową tożsamość.

Jeden szczegół – oficerskie buty – wystarczył, aby dla jednego z nich zakończyła się ta droga.